Szpital dziecięcy w Bazylei, funkcjonujący pod nazwą UKBB, jest miejscem dokładnie takim, jakim powinien być: mieniący się światłem, ciepły, przestronny i magiczny.
Jasny-za sprawą wielkich przeszkleń. Ciepły dzięki drewnianym podłogom i stolarce. Przestronny? …pisząc to patrzę na przeciwległe skrzydło szpitala i widzę przez wielkie okno pokój, w którym biega około dwunastoletnia dziewczynka. Od drzwi, do okna, wskakuje na podokienną ławę i zawraca. Biega krokiem długim i zamaszystym. Magię ma zaś w sobie elewacja. Jest kolorowa, lecz trudno określić, w jakim kolorze, gdy podejdzie się bliżej, z pomarańczowej zmienia się w żółtą. Jeśli spojrzeć na nią pod innym kątem, zmienia się całkowicie w zieloną.
0 Comments
![]() Osiedle przy ulicy Schaffhauserrheinweg zostało zaprojektowane przez pracownię Jessenvollenweider i zrealizowane w 2014 roku.
Podaję datę, bo w przypadku drewna, a właśnie o budynkach drewnianym tu mowa, starzenie się elementów w istotny sposób zmienia siłę wyrazu budynku. Tutaj , po siedmiu latach, całość robi dobre wrażenie. Szanowni Państwo- przed Państwem faworyt. Doskonałość z powyginanymi patykami. Z bąblami na dachu i zwierzyną w ogrodzie. Subiektywnie dla mnie najlepsza rzecz, po nim długo, długo nic. To bazylejski Rehab- szpital dla osób sparaliżowanych, miejsce naprawdę przygnębiające, sytuacje i historie skrajne. Ludzie, którzy tutaj przebywają, miesiącami leżą bez ruchu w łóżkach, powrót do zdrowia jest skomplikowany i żmudny, o ile w ogóle możliwy. Świat, który mógłby być tylko światem beznadziei i smutku, gdyby jego przestrzeń nie została wymyślona z dużą wiedzą, wrażliwością i zrozumieniem potrzeb pacjenta. Jeśli przyjedziecie do Bazylei i będziecie chcieli się zatrzymać w ładnym miejscu przy rozsądnym budżecie, polecę Wam Jugendherberge w dzielnicy St.Alban albo nowootwarty hostel Silo we wzrastającej dzielnicy Erlenmatt. Za tym drugim projektem stoi Harry Gugger Studio, pan Gugger był w latach 1991-2009 jednym z filarów pracowni Herzog &de Meuron, od 2020 roku prowadzi swoje biuro. Silo- hostel, pracownie dla talentów, sale konferencyjne i restauracja- wszystko to umieszczono w budynku danego spichlerza. Pomysł architektów był po szwajcarsku skromny, lecz kosztowny. Z zewnątrz cudak- elewacja, w której wycięto okrągłe okna nie należy do takich, które mogą się podobać każdemu. Trudno natomiast się nie uśmiechnąć, kiedy na okna zasuwają się stworzone specjalnie dla tego projektu rolety- trochę powieka, trochę daszek- w każdym razie wypukłe niebieskie, wesołe coś. W środku może przytulnie nie jest, a wąskie kładki mogą kojarzyć się ze spacerniakiem, ale warto się przyjrzeć, co tu zrobiono. Przede wszystkim pozostawiono ostrosłupowe bryły zsypów, na parterze podkreślając ich mocne formy, kręgami oświetlenia. Wprowadzono dwie kondygnacje i na pierwszym oraz drugim piętrze zlokalizowano pokoje hostelowe i pracownie. Nowa jest również wijąca się klatka schodowa. Materiały? Drewno i beton. Czy pomysł udany? Niewątpliwie tak, choć nawet na surowe standardy szwajcarskie jest bardzo brutalistycznie. To, co w Polsce jest lubiane- płyty betonowe montowane na ścianach w pokojach dziennych, ogrodzeniach i kominkach, tutaj nie cieszy się tak dużą popularnością – za mało szorstkie, zbyt doskonałe. Haus Klemm to czerpiąca z ducha modernizmu współczesna luksusowa podmiejska willa.
Ciemna bryła przykuwa uwagę i poprzez rytmiczne podziały może odsyłać naszą wyobraźnię również w stronę japońskiego budownictwa. Miałam wielką przyjemność obejrzeć ten piękny budynek od wewnątrz i porozmawiać z projektantem, architetką z pracowni Barcelo Baumann. W dzień dziecka postanowiłam sprawdzić, gdzie w okolicy zerwano z powagą i pozwolono wyobraźni zaszaleć. Oczywiście dyskretnie, to jednak Szwajcaria. Poniżej kilka obiektów, których projektant musiał mieć w sobie wesołego gagatka. Trampolina Spektakularną sprawą jest sznurkowa płaszczyzna rozpięta w wąwozie pod lodowcem w Grindewaldzie Patyki Park Kannenfeld w Bazylei został założony w miejscu cmentarza, z kilkoma placami zabaw zbudowanymi większości z naturalnych materiałów. Zygzaki Dla tych, którzy lubią subtelną architekturę, wijące się zewnętrzne schody w budynku dawnej warzalni piwa Wartek mogą okazać się męczące. Projekt autorstwa Fabian Nichele und Stefana Eisele. Zygzak wieńczy również budynek Museum der Kulturen, autorstwa pracowni Herzog & de Meuron. Ponownie drewno wykorzystano do zbudowania tymczasowego wejścia na wystawę "Access for All", o architekturze infrastrukturalnej Sao Paulo, rzecz dzieje się przed budynkiem SAM, czyli Szwajcarskiego Muzeum Architektury. W projekcie Stadtcasino architekci się z kolei zabawili latarnią: Zakończę bąbelkiem.
W budynku Roche Bau 1, którego architektura wnętrz jest zdecydowanie futurystyczna i wręcz klinicznie czysta, windy oświetlają takie szklane bańki. o budynku, bananie i śniegu Nastają w czerwcu takie dni, kiedy boye z Hotelu Troi Rois * mają ręce pełne roboty, a ich klientela jest majętna, często barwna i ekscentryczna. Ulice zaludniają panowie z Rolexami, samochody , z których rozróżniam jedynie Rollce Roysa, przemykają co jakiś czas, jednym słowem- do Bazylei zjeżdżają się majętni. Nastaje TO wydarzenie. ART BASEL. Dni, na które czeka cały świat sztuki. Zjeżdżają tu kupcy, artyści, kolekcjonerzy, kuratorzy, muzea, miliarderzy i zwykli zjadacze chleba. Trudno nie odnotować przemiany miasta- w tym raczej nudnawym (wybacz Bazyleo) miejscu, robi się na kilka dni kolorowo, odważnie, absurdalnie, kiczowato, przede wszystkim zaskakująco. Ilość dzieł wystawianych i sprzedawanych jest oszałamiająca. Można kupić Picassa, albo, jeśli się ma milion dolarów, wielka dynię (Yayoi Kusama), w edycji Basel Art Miami zaś w ramach happeningu zjedzono przyklejonego taśmą do ściany banana, który został wcześniej zakupiony przez kogoś innego, niż pożeracz, za 120 000 dolarów. Taki to świat. Nie oceniam, czy mądry czy nie, czy zepsuty, czy zdrowy. Z pewnością jest to świat wielkich biznesów i pieniędzy. Całość odbywa się w halach wystawowych bazylejskiej Messe. I tu kilka słów o architekturze. Od 1998 do 2012r. rozbudowywano sukcesywnie budynki Targów (w języku niemieckim- Messe) w centrum dzielnicy Kleinbasel. Po pierwsze, aby dotrzymać kroku halom wystawienniczym w Azji. Powinno być więcej, wygodniej i bardziej high-tech. Po drugie dążono do tego, aby nie przenosić wystaw na peryferia. Budziło to ostre dyskusje, że traci się zieleń, przestrzeń publiczną, że zwiększa się natężenie ruchu. Pomimo tego powstał kompleks, w skład którego, obok wysokościowca i obiektów wcześniej budowanych, wchodzi Messehalle, o której krótko napiszę. Kto zna Stadion Olimpijski Bird Nest w Pekinie, albo miedzianą elewację Signalbox architektów Herzoga i de Meurona, szybko skojarzy projekt z tym biurem. Zupełnie słusznie. Projekt powędrował do tej pracowni, w której zdecydowano odważnie: tniemy budynkiem główną oś dzielnicy. Na wskroś. Podniósł się lament, urbaniści, podejrzewam , mogli nie być zachwyceni. Oto na końcu długiej Clarastrasse, do której wędrujesz słynnym mostem Mittlere Brücke , spodziewając się, że skoro idziesz, i idziesz na północ, to na końcu powita cię Bundesrepublik Deutschland. Na twojej drodze leży jednak cielsko pokryte łuską. Mnie zachęca, jest tak daleko, że idę dalej, okazuje się, że pod cielskiem mogę przejść. Albo przejechać tramwajem. Architekci zadaszyli plac nadbudowując go dwoma kondygnacjami. Długość to 220m (trochę więcej, niż bok rynku w Krakowie) i wysokość 32 m- tu akurat bez szaleństwa (w osi Y szaleją kilkaset metrów dalej, na budowie Roche). Dwie dynamicznie przekręcone względem siebie bryły spoczywają na szklanym korpusie o łagodnym, miękkim konturze. Tym, co łapie oko, jest elewacja parametryczna*- aluminiowe, częściowo rozciągnięte elementy tworzą powłokę dla giganta. Abstrakcyjność elewacji i jej wyobcowanie na tle tradycyjnej zabudowy dają sygnał, że za tą powłoką nie jest zwyczajnie. Można skusić się o skojarzenie ze wstęgami, którymi opakowuje się pudełko. Wewnętrzny otwór w budynku nad placem dodatkowo wzmacnia symbolikę. I nawet jeśli cały dzień krążysz po mieście z nosem w komórce albo ze wzrokiem wbitym w chodnik, tu trudno nie zadrzeć głowy w stronę nieba. I wystawić języka, kiedy pada śnieg. Projektant: Herzog & de Meuron
Rok budowy: 2013 Powierzchnia : 83 000m2, Powierzchnia wystawiennicza- ok 40 000m2 Koszt: 430 mln Franków *Hotel Trois Rois - Hotel trzech Króli, to jeden z najstarszych hoteli Szwajcarii. Zatrzymywali się tu min. Napoleon Bonaparte,Jean Paul Stare, Voiltare, Królowa Elżbieta, Picasso, Rolling Stonesi. *Elewacja parametryczna - W uproszczeniu generowana za pomocą programów komputerowych. W przestrzeni parametrycznej może powstać nieskończona liczba podobnych do siebie obiektów geometrycznych w różnej relacji do siebie wygenerowanych za pomocą matematycznych funkcji i schematów. Bardzo ciekawa rzecz dla lubiących matematykę i geometrię. Olafur Eliasson „Life” Wystawa czasowa w Fundacji Beyelera w Riehen Wprawdzie to pomosty rozpięte nad gładką powierzchnią wody, jednak czy to szumy parku, aura kwietniowego wieczoru, czy gra kolorów- mnie Eliasson przeniósł w wyobraźni do szekspirowskiego świata. Tu mógłby się rozgrywać "Sen nocy letniej". Kiedy zaś zasiądzie się na trawiastych schodach , po raz drugi, tym razem z zewnątrz, można się przenieść do teatru. Czego nie widać: dookoła pikniki z winem na kocach, wokół "Pocałunku" Rodina biegają dzieciaki, a tuż, tuż pod murem kładą się pod jabłoniami do snu krowy. Wreszcie ciepłe wieczory. Wystawa czynna do czerwca 2021 całodobowo.
Autorzy Olafur Eliasson i VOGT Landschaftsarchitekten. Baselstrasse 101, 4125 Riehen/Basel Osiedle mieszkalne przy Maiengasse w Bazylei Niedaleko nowo budowanego Biozentrum ( o którym też kiedyś napiszę, starając się powściągać emocje) leży urocza Maiengasse, na której pomiędzy kamienicami natknąć się można na klimatyczne warsztaty, garaże i szopy. Do ich charakteru nawiązuje swoim stylem należący do miasta (tak! Do miasta!) kompleks mieszkalny. Podobnie jak warsztaty, tutaj również budynki wycofano w głąb działki.
Architekci z pracowni Esch Sintzel Architekten stworzyli przyjazne, 3-kondygnacyjne drewniane formy, skupione na kształt litery V wokół dziedzińca. To podwórze to absolutny hit! Niesłychanie proste, potraktowane niemal po macoszemu, żwir i bruk, dwa drzewa- to wszystko. Ale na nim… kolorowo, pędzą rowery, hulajnogi, ktoś zadrapał kolano, ktoś wysypał owoce, sąsiedzi gaworzą na schodkach werandy… oglądać można to kłębowisko jak najlepszy spektakl. Czerwony plac kwartale bankowym w mieście Sankt Gallen może zostać przez niektórych uznany za pomysł zbyt radykalny i mało subtelny. Niewątpliwie mają oni trochę racji. Tutaj właśnie od późnego średniowiecza poddawano blichowaniu tkaniny- wystawiano je na słońce, by wybielały. Gra skojarzeń jest więc prosta. Czerwona płachta przykrywa posadzkę, ławki, stoły, nawet zaparkowany samochód. Jednak potraktowanie świata poważnych interesów, wyprasowanych garniturów i surowych elewacji przez Carlosa Martineza i Pipilottę Rist w taki sposób to pomysł szelmowski. Max Liebermann, Bielenie na trawniku Twórcami projektu są wspomniani architekci z biura Carlos Martinez Architekten i artystka Pipilotti Rist. Plac przynależy do kwartału siedziby Raiffeisen i powstał w 2005 roku. Twórcy zaprojektowali przeskalowane, obłe meble, wszystkie elementy pokryli gumowym granulatem, podobnym do tych, które stosuje się na placach zabaw. Podzielili przestrzeń na strefy wypoczynku, kawiarnie, biznesową, foyer i park rzeźb, tworząc w ten sposób miejskie wnętrze, wielki pokój, którego ścianami mogłyby być elewacje budynków. Realizując taki projekt twórcy zaufali przyszłym lokatorom tego niezwykłego miejsca – zaprosili do rozgoszczenia się. Wdeptane gumy do żucia, zniszczona nawierzchnia, ślady po imprezach- wydaje się, że ci użytkownicy nie sprostali zadaniu, żeby tą nietypową przestrzeń szanować. Raiffeisenzentrum
St.Gallen |
AuthorArchives
February 2022
Categories |